Posty

Wyświetlam posty z etykietą cierpienie

Zanim będzie lepiej...

...podobno musi być gorzej. tjaaaaa.... Nie wiem, jak to się układa w życiu innych ludzi, jednak w mojej osobistej historii zawsze powtarza się określony schemat: otóż jeśli czegoś chcę tylko ze względu na siebie, to nigdy tego nie uzyskuję i jeszcze mi to bokiem wyłazi. Jeśli coś po prostu muszę zrobić ze względu na innych - po bólach i cierpieniach, ale jednak osiągam sukces. Kilka miesięcy temu postanowiłam rozstać się z moim Szanownym Małżonkiem. Od wielu już lat żyliśmy obok siebie, a nie ze sobą; coraz mniej rzeczy nas łączyło, coraz więcej dzieliło. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się tez wizja innego, nowego związku. Chciałam sobie dać szanse na szczęście, a jednocześnie zachować się w miarę fair. Podjęłam decyzje, a potem krok po kroku zaczęłam je wcielać w życie. Wiedziałam, ze będzie ciężko. Nie wiedziałam, że tak bardzo. Trzy bardzo trudne rozmowy  (Szanowny oraz obaj moi synowie), kilkanaście innych, też niełatwych - o przyczynach decyzji o rozstaniu...

...

Samospełniające się proroctwo- to moje życie. Chyba z rok temu pisałam, ze moje slalomy życiowe wcześniej czy później źle się dla mnie skończą.  No i proszę - słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Namieszałam w tym swoim życiu okrutnie, a teraz  siedzę z obolałą od płaczu głową i zastanawiam się, co zrobię z moim życiem... Nie jest łatwo szukać w życiu swojej drogi. Nie jest łatwo próbować być w porządku... Nie jest łatwo kochać, nie jest łatwo nie ranić. Nie jest w końcu łatwo nie dać się zranić... Całe moje życie było mniej lub bardziej świadomym szukaniem miłości i akceptacji. Co nie było łatwe, bo przez większość czasu czegoś mi brakowało, by tę akceptację osiągnąć. Dzieckiem byłam krnąbrnym, nie dawałam się kształtować tak, jak oczekiwali ode mnie tego rodzice.  Kiedy nieco podrosłam, okazało się, ze jestem inteligentna i błyskotliwa. Mogłam być obiektem dumy rodzicielskiej. Kilka lat później - wciąż próbując iść własną drogą - okazałam się być nad wiek odpowiedzi...

Pani wie, co to jest?...

Oczy otoczone siecią zmarszczek. Ładne, intensywnie niebieskie. Pełne cierpienia.  Złamany nos. Siwe włosy przycięte w schludnego jeżyka. - Proszę pana, zadzwonię po karetkę. - Niech pani nie dzwoni! Nie chcę, bo rodzina się zaraz zleci... A oni ze Szwajcarii, Kanady..Nie chcę. - Ale to serce, sam pan wie. -Wiem, ale nie chcę. Siadam na ławce. Elegancki czarny płaszcz jest rozchylony, prawa ręka położona nieświadomym obronnym gestem tam gdzie boli ... trochę na lewo za mostkiem. Zauważyłam go idąc parkową alejką. Najpierw siedział na ławce, jakiś taki skulony, jakby zimno mu było, potem się na niej położył. "Pijany" - pomyślałam - "Zamarznie, jak zaśnie". Chciałam go zmusić, żeby poszedł do domu spać, ale stało się jasne, ze to nie tylko alkohol jest tu winny Początkowo jest mało przytomny. Trochę czuć od niego. Przyznaje się, że wypił, choć wie, że mu nie wolno. Tłumaczy mi, że wie, że może umrzeć. Że nawet teraz może  się wszystko skończyć. Rozmawiamy tr...