Posty

Bo ja o ciebie dbam, a ty o mnie nie...

Taka scenka: małżeństwo z tzw. stażem. Ona siedzi przy laptopie i coś czyta, on podchodzi od tyłu i całuje ją w kark. Słodkie, no nie? Tylko zaraz potem pada z jego strony zdanie pełne wyrzutu: "Popatrz, jak ja o ciebie dbam, a ty co?". I następuje długie, pełne potępienia spojrzenie. Dbanie... Niby proste słowo, ale jak  różne może mieć znaczenia. Ta sama para, kilka lat wcześniej. Mężczyzna pyta  kobietę z pewnym zniecierpliwieniem "To kiedy ty w końcu wyzdrowiejesz? ". Nigdy, drogi małżonku. Choruję już kilka lat, a ty ciągle jeszcze nie wiesz, ze będę chorować na to aż do samej śmierci. I  ze według wszelkiego prawdopodobieństwa, to własnie ta choroba mnie zabije. Ale ty nawet nie pofatygowałeś się, by sobie o niej przeczytać dostępne w necie informacje. Że o zapamiętaniu tego, co sama ci o niej powiedziałam, nie wspomnę. Kiedy odwiedzam przychodnię hematologiczną, czasem widuję  pary, które przychodzą do lekarza razem. Jedno jest chore, drugie nie....

Gang Onkologicznych Celebrytek

Jest rzeczą dość oczywistą, ze nic tak nie działa na rozwój poczucia humoru jak zdiagnozowany rak. Wiem to po sobie. Teraz obserwuję na przykładzie mojej N. N. jest osobą bardzo mi bliską. Mimo że różni nas wiek - jest ode mnie młodsza o dobre 15 lat - świetnie zawsze się dogadywałyśmy. Mamy podobne poglądy na wiele rzeczy, podobne rzeczy nas wzruszają i denerwują. A nade wszystko - te same rzeczy nas bawią. teraz doszła jeszcze jedna rzecz, która nas łączy... Ja choruję na raka od 6 lat. N. dowiedziała się, ze jest chora jakoś w marcu. Od tego czasu przeszła już cykl badań rozmaitych, dość radykalna operację i własnie rozpoczyna naświetlania i chemię. Obserwuję u niej wiele rzeczy, które ja sama przeszłam - od szoku, poprzez przymus mówienia o tym na okrągło, zapadnięcie się w sobie i wreszcie czupurne: "A co, kurwa, ja nie dam rady? Chcę żyć i będę żyć!" Rak to też życie. Kto to zrozumie, będzie żyć. Dłużej lub krócej, ale ŻYĆ, nie WEGETOWAĆ. Dlatego ryjemy się jak ...

Mam kryzysik...

 Dopadł mnie kryzysik twórczy, kurcze pieczone. To, co rzeczywiście mnie zajmuje, o czym chciałabym z kimś porozmawiać - jest zbyt osobiste, by to upubliczniać. Nawet jeśli po przenosinach na tę platformę straciłam co najmniej połowę czytelników :))) Natomiast to, co mniej mnie interesuje... No cóż, na razie nie jestem w stanie skupić się na tych rzeczach na tyle, by zapamiętać te błyskotliwe pomysły na posty, które przychodzą mi do głowy wczesnym rankiem, gdy popylam do pracy :). Zanim wieczorem usiądę do klawiatury - wyparowują niczym  sen złoty... Trudno bowiem się skupić na kwestii strachu mężczyzn przed inteligentnymi kobietami - gdy ma się w głowie coś zupełnie innego. Kiedy rozwiązujesz zagadki ludzkiej natury - i momentami czujesz się jak pająk ze sklerozą, który trzyma w łapkach dziesięć końców nitek i zastanawia się - po pierwsze, jak to połączyć w sieć, a po drugie - na cholerę mu ta siec w ogóle i co on tu w sumie robi... Tradycyjnie też mam już stan lekkiego...

"Polski nauczyciel w czystej postaci"...

Lata dziś po internetach takie artykuł; http://www.edziecko.pl/Junior/7,160035,23413716,natan-dal-upust-fantazji-odrabiajac-prace-domowa-zamiast-pochwaly.html#Z_Prze Jest to rzewna opowieść o 10-letnim Natanku, którego dziecięca kreatywność zniszczyła mściwa furia wrednej baby, czyli polonistki.  Natanek napisał opowiadanie.  Zostało ono przekreślone przez nauczycielkę i pod spodem widnieje napis: Bez sensu. Popraw to zadanie.  Nie ma jedynki, nie ma tez żadnej informacji o tym, co było przedmiotem zadania.  Za to jest HEJT. Tjaaaaaa... Kocham ten system zero - jedynkowy u niektórych współczesnych matek. Leci hejt na nauczycielkę/nauczyciela, który nie ocenił pozytywnie pracy dziecka, choć wydaje się, że napisało świetne opowiadanie. Podejrzewam, ze dziewczyna, która miała tego pecha, już szuka sobie sznura do bielizny, bo tyle nienawiści, pogardy, gnojenia naraz to nawet polski nauczyciel nie wytrzyma, a wierzcie mi, jest wytrzymały. Podobno to...

Małe oszustwa

Obraz
W środę rano, zanim ścięła mnie na amen spóźniona grypa, robiłam sobie na śniadanie płatki kukurydziane z owocami i jogurtem. Z nawyku zerknęłam na kaloryczność tego ostatniego i przeczytałam, że w 100 gr. ma on 69 kcal, a w porcji -125 gr- nieco ponad 90. I coś mnie zastanowiło - porcja produktu, rozumiem, że taka jego ilość, jaką powinnam zjeść na jeden raz, wynosi 125 gramów. A waga opakowania to 180 gramów. W takim razie po cholerę pozostałe 55 gramów? Bo ani to kolejna porcja, ani preferowana zgodnie z jakimiś tam normami ilość???? Jedynym wyjaśnieniem, jakie przyszło mi do głowy, to fakt, że własnie złapałam kogoś na malutkim oszustwie. Takim codziennym, niedużym, w sumie nawet nie na oszustwie, co naginaniu faktów. Bo albo ktoś mi wcisnął niepotrzebnie te 55 gramów jogurtu, które nie wiadomo jak wykorzystać, albo 125 gramów nie jest wcale taka ilością, której powinnam się koniecznie trzymać, a została ona nadrukowana na pudełeczku, bo 90 kcal brzmi nieźle, 140 - nieco gorzej. ...

Mądrości życiowe, czyli o czytaniu gazet

Sporą część moich inspiracji blogowych przynoszą tzw. prasówki. Pewnie więcej niż połowa moich postów zaczynała się od słów "własnie przeczytałam, że.. " albo czegoś w tym guście.  Nadal sporo czytam, choć mało teraz piszę, ale ostatnio znów szlag mnie trafił na tyle, by coś tu wyskrobać zardzewiałym długopisem ;))) Przeżyłam już różne mody w internetach: na bardzo chude laski, na bardzo młode laski, na szparę między udami, na szpary w zębach i na wielkie tyłki a la miss Kardashian. Przemijały jedna po drugiej, częstokroć budząc w ten sposób resztki mojego optymizmu co do ludzkości.Że o cudownym poczuciu, że świat normalnieje, a ja nie jestem takim odmieńcem, jakim myślałam, że jestem - nawet już nie wspomnę. Jedną z mód bardziej upierdliwych jest coś, o czym pisałam już na samym początku mojej kariery blogowej, czyli mniemanie o niesamowitej wadze seksu w życiu człowieka. Tak, te siedem-osiem lat temu bezustannie się natykałam na artykuły, w których wbijano w głowę kobie...

... o filozofowaniu

Nie chcę puścić zima w tym roku. Pochałnia wszelkie nadzieje na ciepłą, wczesną wiosnę. A mnie nie ostatnio pochłania moje realne życie na tyle, że nie mam mocy przerobowych, by coś tu napisać. Dzieje się w moim życiu ostatnio wiele rzeczy. Zbyt szybko i za wiele. Nie mam czasu nawet porządnie nad tym wszystkim pomyśleć. Z drugiej strony - "Primum vivere, deinde pholosophari". No to żyję, filozofowanie odkładając na później. A powinnam sobie pewne rzeczy przemyśleć.Tymczasem rozpaczliwie lawiruję między kilkoma mężczyznami, z których jednego chciałam, ale już nie chcę,  jeden chciał mnie, ale nie mógł się zdecydować, czy rzeczywiście chce; z jednym chcemy siebie nawzajem, ale to jest głupie oraz tym, którego mam w domu. Odrobina komplikacji w życiu dodaje mu uroku, nieprawdaż? A jak mi to wszystko szlag trafi wrócę tutaj, bo będę miała DUŻO DO OPISYWANIA ... Tylko nie wiem, czy koniecznie tego chcę :))) Wasza M.