Posty

... z pola bitwy :)

Jest północ. Siedzę w swoim cichym, małym mieszkanku. Wokół mnie walizki, torebki i inne oznaki nadciągającej podróży. Jutro po południu wyjeżdżam. Najpierw na rekonstrukcję, potem do Neapolu. Moje życie bardzo się zmieniło i nie zmieniło wcale. Mieszkam już pół roku sama, nadal mam bardzo liczne grono przyjaciół i znajomych, bardzo dużo podróżuję. Powoli też układam sobie sprawy osobiste. I  choć może to moje życie bardziej toczy się na krawędzi, mniej jest w nim socjalnego bezpieczeństwa, to jednak cenię je sobie - bo po raz pierwszy w życiu jest ono całkowicie moje... Czego i Wam serdecznie życzę :) Wasza M. I tak sobie pod nosem nucę :)

Refleksje

Przeszły trudne dni marca, powoli zbliża się maj. Z dnia na dzień układa się od nowa moje życie. Uczę się tego nowego układu dnia, innej kuchni, zapachu kawy nad innym stołem. Nie jest łatwo. Jednak - kto ma przetrwać, jak nie ja? W końcu jestem starszą siostrą Beara Gryllsa, no nie? Jedyny problem, jaki mam z przetrwaniem, to taki, by o tym nie zapominać. Zadziwiający jest fakt, że choć jestem z tych, którzy głęboko wrastają w swoje środowisko, zapuszczają mocne korzenie, to regularnym motywem mojego życia jest... przeprowadzka. Miałam 10 lat, kiedy pierwszy raz się przeprowadziliśmy - do budowanego z mozołem, przez wiele lat, domu w lepszej dzielnicy Wrocławia. Straciłam wtedy wszystko - ulubione kąty w mieszkaniu, ogródek, szkolę i koleżanki. W nowym domu nie znalazłam szczęścia, choć zbudowałam sobie tam mały schron na pięterku, z zasiekami z kwiatów i książek, dziurawym dywanem, stołem starszym niż ja sama i  skrzypiącym łóżkiem z demobilu. Za oknem miałam ogromną, starą wie...

Zanim będzie lepiej...

...podobno musi być gorzej. tjaaaaa.... Nie wiem, jak to się układa w życiu innych ludzi, jednak w mojej osobistej historii zawsze powtarza się określony schemat: otóż jeśli czegoś chcę tylko ze względu na siebie, to nigdy tego nie uzyskuję i jeszcze mi to bokiem wyłazi. Jeśli coś po prostu muszę zrobić ze względu na innych - po bólach i cierpieniach, ale jednak osiągam sukces. Kilka miesięcy temu postanowiłam rozstać się z moim Szanownym Małżonkiem. Od wielu już lat żyliśmy obok siebie, a nie ze sobą; coraz mniej rzeczy nas łączyło, coraz więcej dzieliło. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się tez wizja innego, nowego związku. Chciałam sobie dać szanse na szczęście, a jednocześnie zachować się w miarę fair. Podjęłam decyzje, a potem krok po kroku zaczęłam je wcielać w życie. Wiedziałam, ze będzie ciężko. Nie wiedziałam, że tak bardzo. Trzy bardzo trudne rozmowy  (Szanowny oraz obaj moi synowie), kilkanaście innych, też niełatwych - o przyczynach decyzji o rozstaniu...

...

Samospełniające się proroctwo- to moje życie. Chyba z rok temu pisałam, ze moje slalomy życiowe wcześniej czy później źle się dla mnie skończą.  No i proszę - słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Namieszałam w tym swoim życiu okrutnie, a teraz  siedzę z obolałą od płaczu głową i zastanawiam się, co zrobię z moim życiem... Nie jest łatwo szukać w życiu swojej drogi. Nie jest łatwo próbować być w porządku... Nie jest łatwo kochać, nie jest łatwo nie ranić. Nie jest w końcu łatwo nie dać się zranić... Całe moje życie było mniej lub bardziej świadomym szukaniem miłości i akceptacji. Co nie było łatwe, bo przez większość czasu czegoś mi brakowało, by tę akceptację osiągnąć. Dzieckiem byłam krnąbrnym, nie dawałam się kształtować tak, jak oczekiwali ode mnie tego rodzice.  Kiedy nieco podrosłam, okazało się, ze jestem inteligentna i błyskotliwa. Mogłam być obiektem dumy rodzicielskiej. Kilka lat później - wciąż próbując iść własną drogą - okazałam się być nad wiek odpowiedzi...

Takie smutne dzieciństwo, czyli co mnie przeraża

Przeczytałam dziś wpis na Pudelku o dziecinnych latach Kory Jackowskiej. jej starsza siostra opowiedziała o zapamiętanej przez siebie sytuacji z tamtych czasów, gdy obie znajdowały się pod opieka sióstr zakonnych, w domu prowadzonym przez Caritas. To okropna scena. Mijały się z siostrą na korytarzu, mała Olga chciała podejść do siostry, wyciągnęła do niej raczki... i w tym momencie siostra zakonna pociągnęła ją - rozumiem, ze w kierunku swojej grupy - i uderzyła w czubek głowy za nieposłuszeństwo. Pod tekstem zaroiło się od komentarzy na temat Caritasu, sióstr i kościoła jako instytucji. Jakie to były komentarze, to chyba sami wiecie. Mnie jednak uderzyła inna sprawa: otóż okrucieństwo zakonnicy było bezsprzeczne, ale ... bynajmniej nie charakterystyczne tylko dla zakonnic. Pamiętam opowieści mojej mamy o metodach wychowawczych jej matki, a mojej babci. Włos mi się od nich jeżył na głowie. Tyrania psychiczna i fizyczna w pełnym rozkwicie, zero szacunku dla dziecka czy nawet emp...

Bo ja o ciebie dbam, a ty o mnie nie...

Taka scenka: małżeństwo z tzw. stażem. Ona siedzi przy laptopie i coś czyta, on podchodzi od tyłu i całuje ją w kark. Słodkie, no nie? Tylko zaraz potem pada z jego strony zdanie pełne wyrzutu: "Popatrz, jak ja o ciebie dbam, a ty co?". I następuje długie, pełne potępienia spojrzenie. Dbanie... Niby proste słowo, ale jak  różne może mieć znaczenia. Ta sama para, kilka lat wcześniej. Mężczyzna pyta  kobietę z pewnym zniecierpliwieniem "To kiedy ty w końcu wyzdrowiejesz? ". Nigdy, drogi małżonku. Choruję już kilka lat, a ty ciągle jeszcze nie wiesz, ze będę chorować na to aż do samej śmierci. I  ze według wszelkiego prawdopodobieństwa, to własnie ta choroba mnie zabije. Ale ty nawet nie pofatygowałeś się, by sobie o niej przeczytać dostępne w necie informacje. Że o zapamiętaniu tego, co sama ci o niej powiedziałam, nie wspomnę. Kiedy odwiedzam przychodnię hematologiczną, czasem widuję  pary, które przychodzą do lekarza razem. Jedno jest chore, drugie nie....

Gang Onkologicznych Celebrytek

Jest rzeczą dość oczywistą, ze nic tak nie działa na rozwój poczucia humoru jak zdiagnozowany rak. Wiem to po sobie. Teraz obserwuję na przykładzie mojej N. N. jest osobą bardzo mi bliską. Mimo że różni nas wiek - jest ode mnie młodsza o dobre 15 lat - świetnie zawsze się dogadywałyśmy. Mamy podobne poglądy na wiele rzeczy, podobne rzeczy nas wzruszają i denerwują. A nade wszystko - te same rzeczy nas bawią. teraz doszła jeszcze jedna rzecz, która nas łączy... Ja choruję na raka od 6 lat. N. dowiedziała się, ze jest chora jakoś w marcu. Od tego czasu przeszła już cykl badań rozmaitych, dość radykalna operację i własnie rozpoczyna naświetlania i chemię. Obserwuję u niej wiele rzeczy, które ja sama przeszłam - od szoku, poprzez przymus mówienia o tym na okrągło, zapadnięcie się w sobie i wreszcie czupurne: "A co, kurwa, ja nie dam rady? Chcę żyć i będę żyć!" Rak to też życie. Kto to zrozumie, będzie żyć. Dłużej lub krócej, ale ŻYĆ, nie WEGETOWAĆ. Dlatego ryjemy się jak ...